Przejdź do głównej treści

🎁 -10% na pierwsze zamówienie
Kod: WELCOME10

Wysyłka w 24h                                                     Darmowa dostawa od 200zł                                       kontakt@littleyummy.pl

Wysyłka w 24h

Darmowa dostawa od 200 zł

Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Najczęstsze potknięcia przy rozszerzaniu diety — i co u nas pomogło

Rozszerzanie diety to nie tylko jedzenie — to emocje, rytm dnia i małe odkrycia. Jako mama trzech dziewczynek dzielę się tym, co u nas czasem utrudniało posiłki: presja, chaos, pośpiech… i tym, co pomagało — spokój, obserwacja i sprytne naczynia. Bez ocen, z przymrużeniem oka i z serca.

Najczęstsze potknięcia przy rozszerzaniu diety — i co u nas pomogło

Przy trójce dzieci - najpierw z moją dziś 8-letnią córką, a później z 3-letnimi bliźniaczkami - miałam okazję przechodzić przez rozszerzanie diety kilka razy. I za każdym razem wyglądało to inaczej. Bywały dni, kiedy czułam, że mam to ogarnięte… i takie, kiedy jedzenie lądowało wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinno.

To, co opisuję poniżej, to nie lista błędów, tylko moje małe rodzicielskie odkrycia. Rzeczy, które zauważyłam dopiero po czasie - zwykle wtedy, gdy wycierałam podłogę po raz trzeci tego dnia.

1. Zbyt duża presja — nawet ta, której nie wypowiadamy

Przy pierwszej córce bardzo chciałam, żeby wszystko szło „książkowo”. Żeby jadła, próbowała, otwierała buzię wtedy, kiedy podaję łyżeczkę. A ona miała na to swój plan, oczywiście zupełnie inny niż mój.

Przy bliźniaczkach zrozumiałam, że im mniej oczekiwań mam w głowie, tym spokojniej przebiega posiłek. A czasem najlepsze, co mogę zrobić, to… po prostu oddychać i pozwolić im prowadzić.

Co pomagało:

  • przypominanie sobie, że jedzenie to proces, nie konkurs,
  • akceptowanie, że „spróbowanie” może oznaczać tylko polizanie marchewki,
  • odpuszczanie, kiedy widziałam, że to nie jest ich moment (albo mój).

2. Chaos przy stole - gdy dzieje się za dużo

Przy trójce dzieci chaos to u nas raczej stały element krajobrazu. Ale przy posiłkach zauważyłam, że im więcej dzieje się wokół, tym trudniej dziewczynkom skupić się na jedzeniu.

A jeśli jedna zaczynała śpiewać, druga tańczyć, a trzecia opowiadać historię życia swojej lalki… no cóż, jedzenie schodziło na dalszy plan.

Co się u nas sprawdziło:

  • minimum rzeczy na stole,
  • wyłączony telewizor,
  • moje towarzystwo naprzeciwko — najlepiej w wersji „spokojna mama”, nie „kelnerka na pełnym obrocie”.

3. Zbyt szybkie tempo — moje, nie ich

Przy pierwszej córce chciałam „iść do przodu”: nowe smaki, nowe konsystencje, kolejne etapy. Przy bliźniaczkach zobaczyłam, że one same najlepiej pokazują, kiedy są gotowe.

Czasem miałam wrażenie, że jedna z nich jest już krok dalej… dopóki druga nie postanowiła zjeść obiadu ręką, którą przed chwilą lizał pies.

Co pomagało:

  • obserwowanie ich reakcji zamiast trzymania się kalendarza,
  • powtarzanie tych samych produktów, jeśli widziałam, że potrzebują więcej czasu,
  • przypominanie sobie, że nawet bliźniaczki mają różne tempo, i to jest całkowicie normalne.

4. Naczynia, które naprawdę robią różnicę

Nie spodziewałam się, że to będzie miało aż takie znaczenie, ale odpowiednie naczynia potrafiły uspokoić sytuację przy stole. A przynajmniej ograniczyć liczbę talerzy lecących w stronę podłogi, co przy bliźniaczkach jest już sukcesem na miarę medalu.

Co u nas działało:

  • talerzyk lub miseczka z przyssawką — mniej latania za jedzeniem,
  • płaskie łyżeczki o wąskiej końcówce — łatwiej im było trafić do buzi,
  • kubki otwarte lub treningowe — mniej frustracji, więcej samodzielności,
  • naczynia z wyraźnymi granicami — pomagały im „zobaczyć”, gdzie jest jedzenie (i gdzie go już nie ma).

Komentarze do wpisu (0)